Hybryda - Color Vishine nr 1579, Beau Gel nr 1408, Bling nr 01, Beau Gel nr 1409, HNM nr 1336

Trochę pastelowych wariacji




Do tej pory trzymałam się schematu - bezpieczne są maksymalnie dwa kolory. Ale czym byłoby życie według schematów i braku odrobiny szaleństwa? :) Nie mogłam się oprzeć i tym razem zaszalałam z kolorami ! Co prawda starałam się utrzymać je w jednej tonacji, ale jednak każdy paznokieć urozmaiciłam inną barwą. Chciałam uzyskać bardzo dziewczęcy i słodki mani :) czy mi się udało? Pozostawiam Waszej ocenie. 

Oczywiście baza i top to produkty Semilac, które mam wrażenie, że nie mają końca. Już sobie postanowiłam, że gdy dobiję do dna Semilaców to zainwestuje w produkty Indigo. 





Kolory to: począwszy od kciuka Color Vishine nr 1579, czyli brudny, zgaszony róż. Palec wskazujący Beau Gel nr 1408, czyli pastelowy, ciepły i bardzo jasny róż. Palec środkowy Bling nr 01, czyli cielisty krem. Palec serdeczny Beau Gel nr 1409, czyli pastelowy, słodki, wyrazisty róż. Kończąc na małym palcu w kolorze HNM nr 1336, czyli krwistym i soczystym bordzie. 





Wszystkie kolory potrzebowały trzech warstw do pełnego krycia, poza różem na placu wskazującym, który krycie osiągnął dopiero przy czwartej warstwie. Z żadnym z kolorów nie miałam najmniejszego problemu z utwardzaniem, marszczeniem, czy uciekaniem z krawędzi paznokcia. Co do trwałości mam zastrzeżenie tylko do lakieru Vishine, który tak jak już Wam pisałam w tym poście po dwóch tygodniach wstał w okolicach skórek. Reszta trzymała się bez zarzutu i myślę, że spokojnie mogłabym zdjąć hybrydę po 3 tygodniach. Niestety z racji odchodzącego lakieru z kciuków zdjęłam ją trochę wcześniej. 









Lubicie takie kolorowe wariacje? :)


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - ostre cięcie i koloryzacja

Pierwsza koloryzacja po 10 miesiącach !




Właśnie dobiegła końca moja najdłuższa przerwa w koloryzacji włosów! Całe 10 miesięcy! Przez całą ciążę nie farbowałam włosów, a nawet kilka miesięcy przed porodem zaprzestałam jakichkolwiek sposobów pielęgnacji, bo zwyczajnie nie miałam już na to siły. Ograniczyłam się jedynie do szamponu i odżywki, a i to niekiedy sprawiało mi trudności tym bardziej, że włosy musiałam myć właściwie codziennie. Z tego też powodu w sierpniu postanowiłam skrócić kłaczki, by było mi wygodniej. Poleciało z 10 cm... Zdecydowałam się także na cieniowanie po to, żeby włosy lepiej się układały, a ja nie musiała poświęcać na pielęgnację zbyt dużo czasu i energii.

Aktualnie jestem już po porodzie i nareszcie wracam do dawnej pielęgnacji by na nowo zadbać o włosy ;). Czas po porodzie okazał się dla mnie łaskawy i zaobserwowałam znaczne zmniejszenie przetłuszczania. Słyszałam o tym już wcześniej, ale nie spodziewałam się, że akurat na mnie spadnie to szczęście, bo na ogół moje włosy przetłuszczają się bardzo szybko. Zdaje sobie też sprawę, że to okres przejściowy, ale mimo to bardzo mnie cieszy, bo mogę spokojnie myć włosy co 3 dni! Ogromne ułatwienie przy małym dziecku ;)

Ale wracając do samej koloryzacji. Wybrałam sprawdzoną farbę z efektów, której byłam kiedyś (TU, TU i TU) bardzo zadowolona, czyli Wellaton 12/0. Zaczęłam od mojego pokaźnego odrostu, na który nałożyłam z pomocą siostry mieszankę farby na 35 minut. Następnie po upływie czasu siostra rozprowadziła farbę na długość włosów. Jak się spodziewacie potrzebowałam dwóch opakowań farby. Spłukałam wszystko po 10 minutach. Następnie umyłam dokładnie włosy szamponem i nałożyłam odżywkę dołączoną do opakowania. Włosy schły naturalnie, a pod koniec podsuszyłam je chłodnym nawiewem suszarki.






Tak jak się spodziewałam odrost słabo złapał i wpada w żółty. Trochę odróżnia się od długości, która nabrała chłodniejszej tonacji. Za bardzo nad tym nie ubolewam, bo przy kolejnej koloryzacji na pewno wszystko się zrówna ;).


Podoba Wam się mój odświeżony kolor? :) i co sądzicie o pocieniowanych końcówkach? :) a długość? Nie za krótko ? :D


Czytaj dalej

Paletka cieni i zestaw pędzli do makijażu oczu od BeautyBigbang - moja opinia

Delikatne oko w brązach




Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją zbiorczą moich nowości do makijażu z BeautyBigbang. Ostatnio, gdy prezentowałam Wam puder do twarzy i matową szminkę (TU) byłam niezwykle zadowolona ze swoich łupów. Tym razem wybrałam paletkę z cieniami w przepięknej kolorystyce utrzymanej w brązach oraz zestaw pędzli do makijażu oczu. Czy i tym razem będę równie zadowolona? O tym poniżej ;)




Zacznę od pędzli. Wyglądają dokładnie tak samo jak na zdjęciach ze strony. Zestaw liczy 20 sztuk. Do wyboru jest dużo płaskich, okrągłych i skośnych pędzli, a także tych większych do blendowania i rozcierania. Znalazła się też szczoteczka do tuszowania oraz gąbkowy aplikator do cieni.




Włosie jest miękkie albo twardsze w zależności od przeznaczenia pędzla. Ale na ogół miłe w dotyku, więc aplikacja przebiega bardzo przyjemnie. Ponadto wybór jest tak duży, że do każdej czynności mam niezależny pędzel. 





Jak do tej pory nie zauważyłam, aby pędzelki gubiły włosie zatem nie mogę im nic zarzucić. Jestem z nich w pełni zadowolona.




Jeśli chodzi o samą paletkę to kolorystyka bardzo mi się spodobała. Liczyłam na duży wybór brązów i faktycznie mam tutaj ogromny wachlarz barw. Ponadto wybierając paletkę kierowałam się także tym by miała jak najwięcej matowych cieni. I tutaj jest ich aż nadto, ale przyznam szczerze, że także te błyskotki niezwykle przypadły mi do gustu ! 




Nie spodziewałam się że zachwycę się do tego stopnia tym świecącym złotem ;). A jednak ! Dzisiaj nie wyobrażam sobie robiąc makijaż by nie dodać nieco błysku i ozłocić spojrzenie jednym z tych drobno zmielonych brokacików.




Co do trwałości... Powiedzmy sobie szczerze - nie spodziewałam się cudów po paletce prosto z Chin. Jednak zaskoczyła mnie pozytywnie. Przy użyciu bazy Lily Lolo makijaż trzyma się bez problemu do 8 h. Cienie ładnie trzymają się powieki, nie spływają, nie wnikają w załamania ani zmarszczki. Podczas aplikacji delikatnie się obsypują, ale nadmiar zawsze zmiatam większym pędzelkiem. Nie używałam paletki bez bazy, więc nie wiem jak trwałość przestawia się w takiej sytuacji.




Jedyną wadę jaką znalazłam to niedostateczne nasycenie cieni. Aby uzyskać mocniejszy efekt trzeba dokładać kilka warstw. Dla jednych może to być problem, ale mi osobiście nie przeszkadza, bo stawiam raczej na delikatny makijaż oka.





Moje dzisiejsze oczko wykonałam paletką od BeautyBigbang. Rzadko wykonuje makijaż oczu, więc wybaczcie niedociągnięcia :D. Wyszło delikatnie i tak miało być. Moje kocie oko pociągnęłam jeszcze eyelinerem i wytuszowałam rzęsy ;). Chyba nie jest najgorzej prawda?  ;) Fakt - muszę popracować nad lepszymi ujęciami :D. 

Ponownie mam dla Was kupon rabatowy 10% na hasło MAGD10


Pędzle - KLIK
Paletka cieni - KLIK


Czytaj dalej

Ostatni przegląd szafy z letnimi nowościami

Co nowego z Zaful?




Dzisiaj mam Wam do pokazania kilka moich ostatnich, letnich łupów z Zaful, zatem zapraszam na iście modowy post :). Zaznaczę, że to moje ostatnie zdjęcia w dwupaku :) od 17 września jestem już szczęśliwą mamą :). 

Do zaprezentowania mam dwie sukienki i bluzkę. Pierwsza z sukienek okazała się dla mnie wybawieniem w upały! Bardzo wygodna hiszpanka w błękitne paseczki. Niestety materiał szybko się  mnie i muszę przyznać, że jest to trochę denerwujące, ale poza tym jest świetna ! 







Druga sukienka miała być bordowa... jednak po otwarciu paczki okazało się, że to głęboka czerwień. Rozczarowanie ustąpiło dopiero po pierwszej przymiarce :). Jest taka piękna ! Wprost idealna na ciążę i upalne dni. Ażurowe wykończenie i możliwość zsunięcia jej na ramiona dodaje dużo kobiecości i wdzięku. Jak dla mnie bomba :).






Trzeci łup to bluzka, również na ramiona i także ażurowa, ale w subtelnym, błękitnym kolorze. Bardzo wygodna i nawet nieźle ukrywa brzuszek :). Zdjęcia wykonane były w upalne dni sierpnia... Ech już tęsknie za latem :( 






Błękitna sukienka - KLIK
Czerwona sukienka  - KILK
Błękitna bluzka - KLIK


Czytaj dalej

Moja pielęgnacja włosów - olejowanie olejem ryżowym

Olejowanie - emulgowanie - zabezpieczanie




Dawno nie było moich eksperymentów i codziennego cudowania z włosami, a więc nadrabiam :). Dzisiaj pokażę Wam efekty olejowania moim ryżowym ulubieńcem. Wspominałam już o nim TUTAJ, a TU i TU pokazywałam jak sprawdza się w połączeniu z innymi olejami, a także z substancjami nawilżającymi. Mam nadzieję, że Wam się nie znudził, bo ja go wręcz uwielbiam !

Od czego zaczęłam? Naolejwałam włosy od skóry aż po same końce olejkiem ryżowym. Tym razem nie pominęłam skóry głowy i wykonałam delikatny masaż palcami z odrobiną olejku. Następnie przez 2 h przysiadłam do laptopa i naskrobałam dla Was aż dwa posty ;D. 

Po tym czasie udałam się do łazienki zmyć z głowy tłuszczyk. Zaczęłam od emulgowania oleju i do tego zadania świetnie posłużył mi Kallos Omega. Kolejnym etapem było dwukrotne mycie (tylko) skóry głowy szamponem Alterra. Po spłukaniu szamponu jeszcze raz wprasowałam w długość włosów maskę Kallos Omega. Po czym również spłukałam i odsączyłam włosy z wody. Same końcówki zabezpieczyłam moim ulubionym serum do włosów od Eveline, o którym pisałam TU. Gdy włosy lekko podeschły spryskałam je czarną mgiełką Gliss Kur, którą dopiero zaczęłam testować. Schły naturalnie i rozczesałam je dopiero po całkowitym wyschnięciu.





Moim zdaniem włosy prezentują się świetnie :) bardzo łatwo się rozczesały (to pewnie zasługa maski) i są niezwykle miękkie w dotyku. Ładnie błyszczą i mienią się w słońcu czego chyba nie uda Wam się dostrzec, bo zdjęcia zrobiłam dopiero późnym popołudniem :/. 







Mimo to włosy fajnie się układają, są gładkie, a końcówki zdyscyplinowane. Da się zauważyć, że kłaczki są dobrze nawilżone i nabłyszczone. Od razu uprzedzę Wasze pytania - nie, taka pielęgnacja nie obciążyła i nie przyspieszyła przetłuszczania włosów :).


Dzisiejszy post jest trochę zaległy, bo aktualnie moje włosy przeszły "niewielką" metamorfozę, ale zobaczycie ją dopiero za jakiś czas :). Póki co zostawiam Was z postami, które naprodukowałam na czas mojej zbliżającej się nieobecności :)


Czytaj dalej

Delikatny - dzienny makijaż oka - Lily Lolo - Naturalna baza pod cienie Eye Primer, sypkie cienie do powiek Moonlight i Sticky Toffee

Lekki makijaż oka na co dzień 




Jakiś czas temu stałam się posiadaczką dwóch pięknych cieni do powiek oraz bazy pod cienie od Lily Lolo. Przez ten czas namiętnie je testowałam, bo nie ma co ukrywać służyły mi mocno w maskowaniu i odwracaniu uwagi od ciągle zmieniających się rysów twarzy przez hormony ciążowe. Mogę Wam już zdradzić, że moje kolejne łupy z Lily Lolo zaliczam do bardzo udanych. Dzisiaj pokaże Wam mój delikatny makijaż wykonany tymi właśnie produktami, ale zanim to to posłuchajcie kilku słów na temat samych produktów ;).


Baza pod cienie



Baza to koszt 54,90 zł za 4 g w opakowaniu z lusterkiem TU. Musze przyznać, że nie dogadałam się z nią od razu. Trzeba zaznaczyć, że nie nadaje się do stosowania razem z kremem bb od Lily. Po pierwsze krem uelastycznia skórę, która staje się miękka. Baza pod cienie nałożona na taki krem zwyczajnie upłynnia się i wnika w zmarszczki. Zatem te dwa produkty raczej nie będą współgrały idealnie.




Wszystko się zmienia, gdy wykonuje swój dzienny makijaż przy pomocy matującego pudru, podkładu spf 15, które aplikuje na wklepany wcześniej lekki (nietłusty) krem do twarzy. Na tak przygotowaną twarz (i powieki) nakładam bazę pod cienie. Zaczynam od górnej powieki gdzie stosuję kolor beżowy, a kończę na dolnej powiece, na którą aplikuję kolor żółty, który ma za zadanie niwelować cienie pod oczami. Wystarczy musnąć powieki produktem, nie trzeba nakładać go bardzo dużo. W niewielkiej ilości radzi sobie znacznie lepiej niż gdy nałożymy go zbyt dużo.




Skład: 

SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL (olej jojoba - odbudowuje, nawilża, natłuszcza), EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) WAX (wosk kandelila - nawilża, kondycjonuje, zmiękcza, wygładza), ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL (olej arganowy - wzmacnia, regeneruje, nawilża, łagodzi), MICA (naturalny pigment - rozświetla), TOCOPHEROL (witamina E - antyoksydant - wzmacnia, nawilża), [MAY CONTAIN CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE) (naturalny biały pigment), CI 77491 (IRON OXIDE) (naturalny czerwony, czerwono-brązowy pigment), CI 77492 (IRON OXIDE) (czerwony barwnik syntetyczny), CI 77499 (IRON OXIDE) (czarny barwnik)]

Skład przedstawia się bardzo przyjemnie. Znajdziemy w nim dwa olejki -  jojoba, arganowy oraz wosk kandelila. Ponadto witaminę E i naturalne barwniki. 


Cienie do powiek



Cień Moonlight to głęboki, zimny i połyskujący brąz. Drobinki są drobno zmielone zatem nie ma mowy o typowym brokacie tylko subtelnym połysku. Znajdziemy go na stronie Costasy za 36,90 zł za 2 g w słoiczku 10 ml. 




Skład: 

MICA (naturalny pigment - rozświetla), [+/- CI 77499 (IRON OXIDE) (czarny barwnik), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE) (naturalny biały pigment)].





Na powieki pokryte bazą nakładam cień Moonlight, który rozprowadzam przy pomocy cienkiego, skośnego pędzelka przy samej linii rzęs od mniej więcej środka w stronę zewnętrznego kącika oka. Podkreślając i podciągając nieco linie do góry by uzyskać kocie oko. Czasami przedłużam tą linie ciągnąć ją wyżej na załamanie powieki, aby uzyskać mocniej zaakceptowane oko.





Kolejnym krokiem jest delikatnie rozświetlenie wewnętrznych kącików i środka oka za pomocą kolejnego cienia Lily, którym jest Sticky Toffee. To delikatne złoto, na które trzeba uważać ;). Kolor należy stopniować, bo jest niezwykle efektowny, zatem gdy chcemy uzyskać delikatny dzienny makijaż należy użyć go w małej ilości. Chyba że macie chęć zaszaleć w piątkowy wieczór to wtedy nie żałujcie sobie tego koloru :D. Cena jest identyczna jak w przypadku Moonlight. 





Skład:




MICA (naturalny pigment - rozświetla), [+/- CI 77491 (IRON OXIDE) (naturalny czerwony, czerwono-brązowy pigment), CI 77510 (FERRIC FERROCYANIDE) (błękit pruski, dozwolony w ograniczonym stężeniu, barwnik), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE) (naturalny biały pigment)].






Zazwyczaj nie podkreślam dolnej powieki aby nie przytłoczyć lekkiej formy makijażu, która ma otworzyć i unieść oko do góry.

Jeśli chodzi o trwałość to jest na prawdę przyzwoita. Taki makijaż utrzymuje się od rana do końca dnia! Nic nie spływa, nie wchodzi w załamania powieki (chyba że jest 35 stopni ciepła :D). Cenie nie rozmywają się, a kolory pozostają bez zmian. Podczas nakładania cienie minimalnie się obsypują, ale wystarczy zamieść je grubym pędzelkiem i nie ma po nich śladu :).







Jak Wam się podoba ? Muszę zaznaczyć, że w tej dziedzinie jestem zielona, więc mam nadzieje, że mnie nie zhejtujecie :D


Czytaj dalej

Bubbles from Zaful

Bąbelki




Miałam obiekcje co do tej "kreacji" :D. Na stronie wyglądała niesamowicie i w sumie nie zawiodłam się, gdy zobaczyłam ją na żywo. Jednak mój coraz to większy brzuszek wyglądał w niej na ściśnięty, a przez to, że sporo odstaje do przodu - sukienka automatycznie poszła w górę. Zatem na ten czas zmuszona jestem schować ją do szafy, ale mam nadzieję, że na przyszły rok okaże się idealna ;).








Sukienka - KLIK


Te bąbelki są takie urocze ;) co myślicie?


Czytaj dalej